| 2008.08.13 00:16:17 | link | komentarz (1) |
Stało się dziś coś pięknego.
coś jakbyś przechodził przez drzwi ze światła...
Trząsłem się, jakbym odłączał się od Matrixa.
Jak Bruce Willis w tej komiksowej roli (obok Samuela L.Jacksona) czy Neo, każdy superbohater musi zmierzyć się ze swoim strachem, aby odkryć swoją moc.
*i to coś więcej niż coś z kobietą (bo tu nie chodzi o nie)
*i to nie druga młodość, bardziej drugie życie.
aż dziwne, że to okazało się takie proste.
coś jakbyś przechodził przez drzwi ze światła...
Trząsłem się, jakbym odłączał się od Matrixa.
Jak Bruce Willis w tej komiksowej roli (obok Samuela L.Jacksona) czy Neo, każdy superbohater musi zmierzyć się ze swoim strachem, aby odkryć swoją moc.
*i to coś więcej niż coś z kobietą (bo tu nie chodzi o nie)
*i to nie druga młodość, bardziej drugie życie.
aż dziwne, że to okazało się takie proste.
| 2008.04.01 22:32:05 | link | komentarz (3) |
Czy każdy nlogowy raper musi przejść fascynację różowymi ciuchami?
---
talib kweli - eardrum
---
talib kweli - eardrum
| 2008.03.15 22:32:45 | link | komentarz (1) |
Ktoś ostatnio mi zarzucił nie czytam prozy i jak ja tak w ogóle mogę. Trochę wcześniej zacząłem praktykować afirmacje. To wszystko przypomniało mi o małej opowiastce, którą nosiłem kiedyś w portfelu. Opublikowana w "Cogito" nr 02/98 (102), z 21 grudnia 1998r. heh - teraz wiem, bo znalazłem, musiałem przeszukać wszystkie numery które mam.
Kurde... jak tak zacząłem przeglądać szafkę z tymi gazetami to... jest ich całkiem sporo. coś jakby 3letnia prenumerata, akurat przypada na lata licealne 98-02. Przeglądałem te gazetki i ich tematyka: hmm studia studia, kariera, szczęście, sztuka... to wszystko co podepniesz pod zainteresowania pretendentów do elity. tak po tych 6,9 latach okazuje się jaki to miało wpływ. Głupia gazetka, którą niewiedzieć poco kupowała mi matka. Dziennikarstwo, ciekawość, horyzonty...
Ostatnio myślę o celach, dokonaniach, że jestem jużtam lub prawie tam gdzie chciałem, albo w punktach o których nie śmiałem marzyć, albo wręcz sobie nie wyobrażałem że mogą być kiedykolwiek dla mnie istotne, a stały się kamieniami milowymi. Ogólnie nie ogarniałem wtedy planowania kariery, rozkminiania co trzeba umieć aby wykonywać dany zawód, studniówki, walki o indeks i tympodobnych dziwnych praktyk. Może dlatego skończenie 1go roku studiów zajęło mi 6 lat od matury? może.
Eniłej macie tą opowiastkę: [liczę na CreativeCommons, podałem autora i źródło:]
--------
"Życie Romana" Ola Komada
Roman mieszkał na Zadupiu. Nie wiedział ani kiedy sięurodził, ani keidy stawiał pierwsze kroki na podwórku pełnym kurzych kupek. Zdał sobie z tego sprawę dopiero w wieku czternastu lat, gdy poszedł do domu towarowego w Miescie i płakać mu się chciało na widok ruchomych schodów.
Rósł szybko, uwięziony w pachnącej naturalnym nawozem przestrzeni, pomiędzy domem z wiecznie brudną podłogą starą szopą na siano a małą szkółką (też na Zadupiu). Gdy skończył 20 lat, odziedziczył traktor, starego konia i pięć hektarów nieurodzajnej ziemi. Ożenił się z Baśką z sąsiedztwa i szybko urodziły im się dwie dorodne córki. Roman nigdy się nie nudził. Jego życie wypełniała praca - latem przy gospodarstwie, zimą w fabryce. Dojeżdżał tam autobusem linii 35, siedząc zawsze obok tego samego pana w szarym kapeluszu, który nieprzerwanie patrzył przez okno i dłubał w nosie.
Co niedzielę Roman chodził do kościoła, a po południu wypijał jedno dobrze schłodzone piwo, oglądając świąteczne teleturnieje. Kochał się z Baśką raz na tydzień, a co rano zjadał pięć kromek chleba ze smalcem. Nigdzie nie jeździł ani nikogo nie odwiedzał. Gdy do żony przychodziła sąsiadka i plotkowały razem przy dużym kuchennym stole o poranionym blacie, Roman wychodził z domu i grabił siano w szopce.
Na Zadupiu życie zamierało po szesnastej, odjeżdżał wtedy ostatni autobus i zamykano jedyny w promieniu kilku kilometrów sklep.
Romana wszyscy znali i poważali. Dobry mąż i solidny gospodarz. On sam nigdy na nic nie narzekał. Żył spokojnie, wśród świeżych jaj i mleka, wśród tysiąca złośliwych plotek każdego ranka, posłusznej rodziny i głuchego psa z oberwanym uchem. Trochę Romana irytowało (chociaż nie znał słowa "irytacja") to, że ledwie kichnął, proboszcz pytał go, czy jest przeziębiony i że nigdy nie wyjechał poza Miasto. Czasem, z różnych powodów mruczał sobie pod nosem "kurna" lub inne niegroźne przekleństwa, i dalej bielił krawężniki przed domem. Tak biegło życie na Zadupiu i tak miało się skończyć.
Ale pewnego październikowego dnia Roman skończył lat 40 i rozejrzał się wokół. Stwierdził, że się nudzi, a jego dom jest stary i nie pomoże mu malowanie. Zauważył, że 15-letnia córka maluje oczy na wściekle niebieski kolor, wiecznie nosi tłuste włosy i klnie jak szewc, że sąsiadka wie więcej o jego życiu intymnym niż on sam, a jego pies zdechł. Wtedy zaszokował Baśkę. Kupił sobie piwo we wtorek, zamknął drzwi przed nosem jej plotkarskiej znajomej, spalił całe siano (razem z szopką) i przebił opony w porannym autobusie linii 35. Córki popatrzyły na niego z podziwem, a ksiądz zaprosił na kieliszek mszalnego wina. Jakiś czas później popsuł się Romanowi traktor, a na środku Zadupia ustawiono budkę telefoniczną. Życie nie biegło już pachnącym naturalnym nawozem torem i nie było proste jak jesienne wykopki.
Roman powiesił się w piwnicy. Wcześnie rano, gdy nad polami wisiała jeszcze gęsta mgła, na rurze, którą tego samego dnia miał pomalować. Na jego pogrzebie byli wszyscy mieszkańcy Zadupia. Świeciło słońce, a ubrana na czarno Baśka dostała histerii. ksiądz proboszcz odmówił krótką modlitwę i wszyscy rozeszli się do domów.
Następnego dnia rano, gdy przywieziono do sklepu świeże bułki, w kilkuosobowej kolejce zawrzało od plotek. A starszej córce Romana skończył się cień do powiek. Niebieski.
-----
i jeszcze komentarz, który był pod tekstem: Od redaktora (Konrad T.Lewandowski)
" (...) Dzieła Oli w żadnym wypadku nie nie należy brać za satyrę na mieszkańców małych miejscowości. Chodzi tu o znacznie więcej. Można być ważnym dyrektorem czy prezesem koncernu i jednocześnie mieszkańcem Zadupia. Niektórych z Was czeka właśnie taki los. "Życie Romana" to życie człowieka, który się nie spala (w sensie norwidowskim - na popiół lub diament) i w efekcie wewnętrzna energia znajduje ujście w autodestrukcji - samobójstwie lub pijaństwie. Nie przychodzimy na ten świat po to, by żyć nijako. Pomyślcie o tym. (...)"
Kurde... jak tak zacząłem przeglądać szafkę z tymi gazetami to... jest ich całkiem sporo. coś jakby 3letnia prenumerata, akurat przypada na lata licealne 98-02. Przeglądałem te gazetki i ich tematyka: hmm studia studia, kariera, szczęście, sztuka... to wszystko co podepniesz pod zainteresowania pretendentów do elity. tak po tych 6,9 latach okazuje się jaki to miało wpływ. Głupia gazetka, którą niewiedzieć poco kupowała mi matka. Dziennikarstwo, ciekawość, horyzonty...
Ostatnio myślę o celach, dokonaniach, że jestem jużtam lub prawie tam gdzie chciałem, albo w punktach o których nie śmiałem marzyć, albo wręcz sobie nie wyobrażałem że mogą być kiedykolwiek dla mnie istotne, a stały się kamieniami milowymi. Ogólnie nie ogarniałem wtedy planowania kariery, rozkminiania co trzeba umieć aby wykonywać dany zawód, studniówki, walki o indeks i tympodobnych dziwnych praktyk. Może dlatego skończenie 1go roku studiów zajęło mi 6 lat od matury? może.
Eniłej macie tą opowiastkę: [liczę na CreativeCommons, podałem autora i źródło:]
--------
"Życie Romana" Ola Komada
Roman mieszkał na Zadupiu. Nie wiedział ani kiedy sięurodził, ani keidy stawiał pierwsze kroki na podwórku pełnym kurzych kupek. Zdał sobie z tego sprawę dopiero w wieku czternastu lat, gdy poszedł do domu towarowego w Miescie i płakać mu się chciało na widok ruchomych schodów.
Rósł szybko, uwięziony w pachnącej naturalnym nawozem przestrzeni, pomiędzy domem z wiecznie brudną podłogą starą szopą na siano a małą szkółką (też na Zadupiu). Gdy skończył 20 lat, odziedziczył traktor, starego konia i pięć hektarów nieurodzajnej ziemi. Ożenił się z Baśką z sąsiedztwa i szybko urodziły im się dwie dorodne córki. Roman nigdy się nie nudził. Jego życie wypełniała praca - latem przy gospodarstwie, zimą w fabryce. Dojeżdżał tam autobusem linii 35, siedząc zawsze obok tego samego pana w szarym kapeluszu, który nieprzerwanie patrzył przez okno i dłubał w nosie.
Co niedzielę Roman chodził do kościoła, a po południu wypijał jedno dobrze schłodzone piwo, oglądając świąteczne teleturnieje. Kochał się z Baśką raz na tydzień, a co rano zjadał pięć kromek chleba ze smalcem. Nigdzie nie jeździł ani nikogo nie odwiedzał. Gdy do żony przychodziła sąsiadka i plotkowały razem przy dużym kuchennym stole o poranionym blacie, Roman wychodził z domu i grabił siano w szopce.
Na Zadupiu życie zamierało po szesnastej, odjeżdżał wtedy ostatni autobus i zamykano jedyny w promieniu kilku kilometrów sklep.
Romana wszyscy znali i poważali. Dobry mąż i solidny gospodarz. On sam nigdy na nic nie narzekał. Żył spokojnie, wśród świeżych jaj i mleka, wśród tysiąca złośliwych plotek każdego ranka, posłusznej rodziny i głuchego psa z oberwanym uchem. Trochę Romana irytowało (chociaż nie znał słowa "irytacja") to, że ledwie kichnął, proboszcz pytał go, czy jest przeziębiony i że nigdy nie wyjechał poza Miasto. Czasem, z różnych powodów mruczał sobie pod nosem "kurna" lub inne niegroźne przekleństwa, i dalej bielił krawężniki przed domem. Tak biegło życie na Zadupiu i tak miało się skończyć.
Ale pewnego październikowego dnia Roman skończył lat 40 i rozejrzał się wokół. Stwierdził, że się nudzi, a jego dom jest stary i nie pomoże mu malowanie. Zauważył, że 15-letnia córka maluje oczy na wściekle niebieski kolor, wiecznie nosi tłuste włosy i klnie jak szewc, że sąsiadka wie więcej o jego życiu intymnym niż on sam, a jego pies zdechł. Wtedy zaszokował Baśkę. Kupił sobie piwo we wtorek, zamknął drzwi przed nosem jej plotkarskiej znajomej, spalił całe siano (razem z szopką) i przebił opony w porannym autobusie linii 35. Córki popatrzyły na niego z podziwem, a ksiądz zaprosił na kieliszek mszalnego wina. Jakiś czas później popsuł się Romanowi traktor, a na środku Zadupia ustawiono budkę telefoniczną. Życie nie biegło już pachnącym naturalnym nawozem torem i nie było proste jak jesienne wykopki.
Roman powiesił się w piwnicy. Wcześnie rano, gdy nad polami wisiała jeszcze gęsta mgła, na rurze, którą tego samego dnia miał pomalować. Na jego pogrzebie byli wszyscy mieszkańcy Zadupia. Świeciło słońce, a ubrana na czarno Baśka dostała histerii. ksiądz proboszcz odmówił krótką modlitwę i wszyscy rozeszli się do domów.
Następnego dnia rano, gdy przywieziono do sklepu świeże bułki, w kilkuosobowej kolejce zawrzało od plotek. A starszej córce Romana skończył się cień do powiek. Niebieski.
-----
i jeszcze komentarz, który był pod tekstem: Od redaktora (Konrad T.Lewandowski)
" (...) Dzieła Oli w żadnym wypadku nie nie należy brać za satyrę na mieszkańców małych miejscowości. Chodzi tu o znacznie więcej. Można być ważnym dyrektorem czy prezesem koncernu i jednocześnie mieszkańcem Zadupia. Niektórych z Was czeka właśnie taki los. "Życie Romana" to życie człowieka, który się nie spala (w sensie norwidowskim - na popiół lub diament) i w efekcie wewnętrzna energia znajduje ujście w autodestrukcji - samobójstwie lub pijaństwie. Nie przychodzimy na ten świat po to, by żyć nijako. Pomyślcie o tym. (...)"
| 2007.12.24 12:09:20 | link | komentarz (2) |
czyli spełniłem marzenia (dream job)
Niektórzy pytają "gdzie ty znajdujesz takie posady" i jednocześnie "jak Ci się chce tyle uczyć, czytać itd" To chyba musi mieć jakiś związek...
| 2007.11.18 14:46:40 | link | komentarz (1) |
| 2007.11.09 16:43:27 | link | komentarz (5) |
w nawiązaniu do kwestii "związkowych":
"Jednakże o ile zdecydowana większość kobiet lubi, gdy mężczyźni im imponują (a tym bardziej, gdy same jakoś korzystają z tych sukcesów), to jedynie bardzo niewielka część jest gotowa ponieść koszt, który jest z tym związany. A tym kosztem jest przede wszystkim czas i zaangażowanie, jakie mężczyzna musi poświęcić na realizowanie zadań, z których pomyślnego zakończenia kobieta jest później bardzo dumna. Ten czas jest często potrącany z "puli", jaka w przeciwnym wypadku byłaby poświęcona kobiecie. Niestety, dla wielu kobiet ten rachunek matematyczny jest niemożliwy do zrozumienia. Chcą jednocześnie mieć ciastko i zjeść ciastko."
To cytat z artykułu Radka Miszczaka o mądrości kobiet.
"Jednakże o ile zdecydowana większość kobiet lubi, gdy mężczyźni im imponują (a tym bardziej, gdy same jakoś korzystają z tych sukcesów), to jedynie bardzo niewielka część jest gotowa ponieść koszt, który jest z tym związany. A tym kosztem jest przede wszystkim czas i zaangażowanie, jakie mężczyzna musi poświęcić na realizowanie zadań, z których pomyślnego zakończenia kobieta jest później bardzo dumna. Ten czas jest często potrącany z "puli", jaka w przeciwnym wypadku byłaby poświęcona kobiecie. Niestety, dla wielu kobiet ten rachunek matematyczny jest niemożliwy do zrozumienia. Chcą jednocześnie mieć ciastko i zjeść ciastko."
To cytat z artykułu Radka Miszczaka o mądrości kobiet.
| 2007.11.08 10:02:32 | link | komentarz (0) |
taki dzisiejszy gapingvoid mnie zainspirował coby wrzucić widgeta na stałe.
| 2007.11.02 19:04:54 | link | komentarz (2) |
#400 -nowego bloga jakniema takniema, biznesa teżnie... nadziało się przez te 2 miesiące, eniłej gram se ostro na giełdzie bo znowu nie pracuję. 1x% tygodniowo to dobrze ino przy moim kapitale to nie przekracza nawet tego zasiłku coto niby mam dostawać... narazie. i byłem se na konferencji dla takich jak ja co mają na siatkówce dolary nawet kiedy ich kurs leci na pysk - co tłumaczy skond taka zajawa i skond Ci ludzie coto z nimi moge grać w końcu w cashflow jeno niemamkiedy.
czytam GTD... i wypas księga w ogóle. W końcu ustawiese te priorytety niestety...
uczuciowo też do bani - niezdecydowanien jestem... połykam blogi, książki i artykuły lub czasopisma
z wyborów em zadowolon, jeno jes niepewność czy tako bydzie jako mawiali
a ultimatum borna wypas wypas że se obejrzyj.
i mam wymówkę na kolejną lokalną superbibę - tę spędzę na z excella egzaminie elo -hej!
a 13go wszystko zdarzyć się może.. ot bedzie takie małe nibyświento..
ata jesień będzie w rytmach Holdcuta ssij
czytam GTD... i wypas księga w ogóle. W końcu ustawiese te priorytety niestety...
uczuciowo też do bani - niezdecydowanien jestem... połykam blogi, książki i artykuły lub czasopisma
z wyborów em zadowolon, jeno jes niepewność czy tako bydzie jako mawiali
a ultimatum borna wypas wypas że se obejrzyj.
i mam wymówkę na kolejną lokalną superbibę - tę spędzę na z excella egzaminie elo -hej!
a 13go wszystko zdarzyć się może.. ot bedzie takie małe nibyświento..
ata jesień będzie w rytmach Holdcuta ssij
| 2007.09.01 08:36:04 | link | komentarz (1) |
Zajawa na basket namaks. Niewiem jak niewiem skąd ale od dni kilku co rusz co się pojawiam to jest z kim grać. Taki marketing wirusowy, spoleczność zwij jak chcesz (am e marketing freek, ya noł?) Ciekawe tylko jak długo to potrwa, z resztą ja też co mecz odpadam na kilkudniową rekonwalescencję (am e stritbol freek, from dej łan). Od kilku dni mocniejsza zajawa bo ziomek nagrał kolejny joint o graniu w basket. Te typy pewnie go słyszeli i to przezto nabank taki tłok.
Pozatym akurat dzisiaj koniec pierwszego miesiąca, w którym wdrożyłem habitslist czyli tabelkę nawyków (am e rozwój osobisty freek, ya know?) i w tym było codrugi dzień aktywność fizyczno-sportowa.
przy okazji to mam ustawkę z samym sobą, na mega przegląd systemu wg GTD, karteczki, projekty, katalogi, skrzynki i plany, no i przegląd miesiąca także (am e zarządzanie czasem freek, to wie każdy) Przewalę tony notatek, pomysłów, koncepcji własnych i cudzych, jeszcze trochę mi tego zostało ale jestem już ze siebie dumien...
Pozatym od kilku dni sie zapoznaje z nlogowcami, oczywiście zagadują same panny (am e podrywanie freek, fo szou - nie bierz tego poważnie...) Szkoda że już po esemesach...
Pendrive mi działa (jestem frik), wystarczył format, tylko kup mi większy, 1 gig jedyne 32,50.
to też tak apropos że mam już na koncie tę 24kę... zmuła wyleczona, nlogowe bejbz pomagają, blogi o motywacji też.
w ogóle to sobie dzisiaj stworzę w końcu nowy projekt odn stworzenia tego bloga optymistycznego (co to od niedawna jestem freekiem pozytywnego myślenia, a fanem nloga nieco dłużej).
A ty? jesteś frikiem?
Pozatym akurat dzisiaj koniec pierwszego miesiąca, w którym wdrożyłem habitslist czyli tabelkę nawyków (am e rozwój osobisty freek, ya know?) i w tym było codrugi dzień aktywność fizyczno-sportowa.
przy okazji to mam ustawkę z samym sobą, na mega przegląd systemu wg GTD, karteczki, projekty, katalogi, skrzynki i plany, no i przegląd miesiąca także (am e zarządzanie czasem freek, to wie każdy) Przewalę tony notatek, pomysłów, koncepcji własnych i cudzych, jeszcze trochę mi tego zostało ale jestem już ze siebie dumien...
Pozatym od kilku dni sie zapoznaje z nlogowcami, oczywiście zagadują same panny (am e podrywanie freek, fo szou - nie bierz tego poważnie...) Szkoda że już po esemesach...
Pendrive mi działa (jestem frik), wystarczył format, tylko kup mi większy, 1 gig jedyne 32,50.
to też tak apropos że mam już na koncie tę 24kę... zmuła wyleczona, nlogowe bejbz pomagają, blogi o motywacji też.
w ogóle to sobie dzisiaj stworzę w końcu nowy projekt odn stworzenia tego bloga optymistycznego (co to od niedawna jestem freekiem pozytywnego myślenia, a fanem nloga nieco dłużej).
A ty? jesteś frikiem?
| 2007.08.21 19:50:58 | link | komentarz (1) |
Dwadzieścia ile? tak, to ten dzień.
Nigdy dokładnie nie liczyłem, nie wiedziałem czy liczyć rok życia czy ile jest za mną... ale to jeszcze nie ćwierćwiecze.
eniłej: zawsze myślałem nad prezentem co to każdy może mi dać. Coś niedrogiego, a nawet niekosztującegonic, [pozatym wg zulu nation "największą radością jest być potrzebnym" a wg ostatnio przeczytanej książki (Menedżer z charyzmą) wiem jak ważne jest proszenie o przysługi - czyli zastosowanie poprzedniego prawa w drugą stronę]
i... wymyśliłem:
Zadzwoń do mnie kiedy będziesz się nudzić.
Just that simple... 617 949 818 (minus 1 od każej cyfry)
Pozatym: koniec remontu w kuchni, chcę zorganizować jakąś degustację pizzy, bo ostatnią popełniłem jeszcze dla takiej jednej...
To już 398 wpis, zbliżamy się do czterech stów i rocznicy jego powstania. Spoważniałem i wydobrzałem. Dlatego założę sobie jakiegoś poważnego i optymistycznego bloga (z różowymi myślami) pozatym i tak zjarał mi się pendrive i nie pamiętam zabardzo co chciałem tu jeszcze wrzucić, sorx.
Graf Fat Rap Show
/dobrej zabawy na kempie!
Nigdy dokładnie nie liczyłem, nie wiedziałem czy liczyć rok życia czy ile jest za mną... ale to jeszcze nie ćwierćwiecze.
eniłej: zawsze myślałem nad prezentem co to każdy może mi dać. Coś niedrogiego, a nawet niekosztującegonic, [pozatym wg zulu nation "największą radością jest być potrzebnym" a wg ostatnio przeczytanej książki (Menedżer z charyzmą) wiem jak ważne jest proszenie o przysługi - czyli zastosowanie poprzedniego prawa w drugą stronę]
i... wymyśliłem:
Zadzwoń do mnie kiedy będziesz się nudzić.
Just that simple... 617 949 818 (minus 1 od każej cyfry)
Pozatym: koniec remontu w kuchni, chcę zorganizować jakąś degustację pizzy, bo ostatnią popełniłem jeszcze dla takiej jednej...
To już 398 wpis, zbliżamy się do czterech stów i rocznicy jego powstania. Spoważniałem i wydobrzałem. Dlatego założę sobie jakiegoś poważnego i optymistycznego bloga (z różowymi myślami) pozatym i tak zjarał mi się pendrive i nie pamiętam zabardzo co chciałem tu jeszcze wrzucić, sorx.
Graf Fat Rap Show
/dobrej zabawy na kempie!
| 2007.08.15 10:42:33 | link | komentarz (1) |
Kolejny artykuł o mnie na onecie ;D
W ogóle zbieg okoliczności że w taką dzisiejszą rocznicę go wrzucam...
"Cześć co u Ciebie?" vs. "wechikuł czasu to byłby cut"
W ogóle zbieg okoliczności że w taką dzisiejszą rocznicę go wrzucam...
"Cześć co u Ciebie?" vs. "wechikuł czasu to byłby cut"
| 2007.08.11 20:48:07 | link | komentarz (1) |
Zmuła wyleczona, tak niewiele brakuje - heh parę otarć, siniaki i zakwasy, jak za małolata.
Codo łapania srok, to przygotowuje sroce ofertę...i robię risercz tego, co mogę jej dać.
Cały tydzień remont w mieszkaniu, kuchnia w rozsypce, ani zjeść ani to ani tamto...
W pracy niby miałem trochę luzu, -szefowie na urlopach, ale "jestem dorosły i nie trzeba mnie pilnować"
a w ogóle co ja piszę? musiałem się naniuchać gruzu.
to przy okazji się pochwalę że mam modliszkę w pokoju.
niedługo napiszę słodkiego wpisika o zwierzątku, jak miszczak...
a sytuacja polityczna też - masakryczna rozsypka, remont... oglądamy wiadomości łapiąc się za głowę, i patrząc przez palce. a niech się scena odświeży.
Codo łapania srok, to przygotowuje sroce ofertę...i robię risercz tego, co mogę jej dać.
Cały tydzień remont w mieszkaniu, kuchnia w rozsypce, ani zjeść ani to ani tamto...
W pracy niby miałem trochę luzu, -szefowie na urlopach, ale "jestem dorosły i nie trzeba mnie pilnować"
a w ogóle co ja piszę? musiałem się naniuchać gruzu.
to przy okazji się pochwalę że mam modliszkę w pokoju.
niedługo napiszę słodkiego wpisika o zwierzątku, jak miszczak...
a sytuacja polityczna też - masakryczna rozsypka, remont... oglądamy wiadomości łapiąc się za głowę, i patrząc przez palce. a niech się scena odświeży.
| 2007.08.05 18:06:22 | link | komentarz (2) |
wiesz przepracowałem już troche, a tu już się pojawiają pomysły żeby skoczyć gdzieś w bok, albo złapać drugą srokę.
Praca okej, wiadomo że już bez podpały, czuje jak dojrzałem, byłem w tej firmie kiedyś na szkoleniach, to się czułem takim gówniarzem a teraz kumple z pracy. Xezio dojrzał?
W każdym bądź dzwonię całymi diami, przeskakuję samego siebie, są zadowoleni, w końcu zdrowa atmosfera i jest 'normalnie', bez szefa co chce Cię wydymać i patrzy na ręce.
weekend jak zwykle - pranie prasowanie i książki. Wszyscy się jakoś rozjechali, pochorowali albo sorka idę się najebać... Co się dziwić, w sumie ja też niczego sobie: sorka idę sobie poczytać... /Peace
Praca okej, wiadomo że już bez podpały, czuje jak dojrzałem, byłem w tej firmie kiedyś na szkoleniach, to się czułem takim gówniarzem a teraz kumple z pracy. Xezio dojrzał?
W każdym bądź dzwonię całymi diami, przeskakuję samego siebie, są zadowoleni, w końcu zdrowa atmosfera i jest 'normalnie', bez szefa co chce Cię wydymać i patrzy na ręce.
weekend jak zwykle - pranie prasowanie i książki. Wszyscy się jakoś rozjechali, pochorowali albo sorka idę się najebać... Co się dziwić, w sumie ja też niczego sobie: sorka idę sobie poczytać... /Peace
| 2007.07.24 20:24:45 | link | komentarz (0) |
Twórca dilberta o rozwoju kariery.
Przeżyłem pierwszy dzień w pracy, raczej będzie lajtowo tzn praca ale bez stresów i popędzania. Jutro imieninzz, lece z plackiem się wkupić w towarzystwo ;-P
A te krawaty muszę jakoś zrównoważyć, raczej ostra zajawa. Znowu tłukę lustra...
Przeżyłem pierwszy dzień w pracy, raczej będzie lajtowo tzn praca ale bez stresów i popędzania. Jutro imieninzz, lece z plackiem się wkupić w towarzystwo ;-P
A te krawaty muszę jakoś zrównoważyć, raczej ostra zajawa. Znowu tłukę lustra...
| 2007.07.23 19:20:11 | link | komentarz (0) |
no i jak rozmowa poszła na stoprocent to niemogłobyć innej opcji jak od jutra pracuję.
Malcolm Gladwell napisał "the Tipping Point" (znajomy tytuł, nie?) o "momencie przełomowym" który waży o przyszłości każdego produktu/osoby. Oby ta praca takim punktem była, bo się tak zapowiada jak żadna inna.
/znikam do niewiemkiedy
/moreinfo soon, pewnie najprędzej w moim profilu na Goldenline
Malcolm Gladwell napisał "the Tipping Point" (znajomy tytuł, nie?) o "momencie przełomowym" który waży o przyszłości każdego produktu/osoby. Oby ta praca takim punktem była, bo się tak zapowiada jak żadna inna.
/znikam do niewiemkiedy
/moreinfo soon, pewnie najprędzej w moim profilu na Goldenline
| 2007.07.19 19:53:57 | link | komentarz (0) |
Pierwsza rozmowa kwalifikacyjna o której mogę powiedzieć że mi wyszła 100%. xes.rox!
W poniedziałek 1st day i kolejna rozmowa po drugiej stronie ulicy - ciekawe czy mnie szef puści hehe
A rozmowa po ang z usa stanęła na miesiąc i cośtam mam przygotować za darmo więc taksobie mi się to widzi. Przeprowadzka niby się przyda, ale powoli rozplątuję sprawy i przypominam sobie 'jak ja kocham Mielec'
/rege najt tunajt? nafunkuje się reggae ska i denshol...
W poniedziałek 1st day i kolejna rozmowa po drugiej stronie ulicy - ciekawe czy mnie szef puści hehe
A rozmowa po ang z usa stanęła na miesiąc i cośtam mam przygotować za darmo więc taksobie mi się to widzi. Przeprowadzka niby się przyda, ale powoli rozplątuję sprawy i przypominam sobie 'jak ja kocham Mielec'
/rege najt tunajt? nafunkuje się reggae ska i denshol...
| 2007.07.18 13:38:46 | link | komentarz (0) |
Alkopoligamia.
| 2007.07.08 15:50:10 | link | komentarz (1) |
Buczos rox fotka Łukasza Gurdaka, w ramach konkursu na mieleckie pasje...
ścisłe centrum mielca, ciekawostką jest, że ten sprzęt odbiera tylko radio maryja ;P
ścisłe centrum mielca, ciekawostką jest, że ten sprzęt odbiera tylko radio maryja ;P
| 2007.07.07 11:05:35 | link | komentarz (0) |
niemamniedla nikogo, olałem ludzi - fajnie że pamiętali o mnie, ale ja zapomniałem o sobie i...
Czemu teoria fal eliotta sprawdza się z moim samopoczuciem?
Czemu zawsze musi przyjść korekta?
/najgorsze że kiedy byłem na agh też miałem taka chandre w czerwcu, coś mi się działo i olałem studia. Tym razem musi być inaczej. Choćby niewiem co.
"nerwowy numer"
/dzisiaj już okej.
Czemu teoria fal eliotta sprawdza się z moim samopoczuciem?
Czemu zawsze musi przyjść korekta?
/najgorsze że kiedy byłem na agh też miałem taka chandre w czerwcu, coś mi się działo i olałem studia. Tym razem musi być inaczej. Choćby niewiem co.
"nerwowy numer"
/dzisiaj już okej.
| 2007.07.02 12:25:02 | link | komentarz (3) |
"...najbardziej uszczęśliwiasz, kiedy je zostawiasz."
wiesz, taki komentarz odn doświadczeń...
taki efekt motyla... demyt tak źle i tak też wypas.
'a mimo to ich łotr nie przedsiębierze'
...czemu ja jeszcze nie jestem w Anglii?
czyli zdaje się że zapomniałem stary plan. Taka akcja dekompozycji i destrukcji... Kielonik?
/niektórym bysie przydała dematerializacja.
wiesz, taki komentarz odn doświadczeń...
taki efekt motyla... demyt tak źle i tak też wypas.
'a mimo to ich łotr nie przedsiębierze'
...czemu ja jeszcze nie jestem w Anglii?
czyli zdaje się że zapomniałem stary plan. Taka akcja dekompozycji i destrukcji... Kielonik?
/niektórym bysie przydała dematerializacja.


